🌀 Nie Daje Juz Rady

Nie, nie jestem staraczką, nie mam 20 lat żeby się tak nazywać. Będzie ciąża to będzie, nie to nie. Nie wyszukuję w sobie objawów ciążowych bo nawet takich nie mam. Witam, właśnie znalazłam test na depresję i wyszło mi 33 pkt. Czuję się okropnie od 6 lat, jest coraz gorzej, właściwie to zaczęło się, gdy będąc na studiach zaszłam w pierwsza ciążę. Cieszyłam się bardzo, ale jednocześnie czułam się coraz bardziej ograniczona, zarówno psychicznie i fizycznie. Wcześniej pracowałam i studiowałam, potem z racji zagrożonej ciąży byłam na zwolnieniu i właściwie cale moje życie i energia zwolniła do zera, skopiłam się całkowicie na dziecku. Teraz mam 31 lat, 2 dzieci już w przedszkolu i nie umiem znaleźć normalnej pracy, wszystko mnie męczy, ciągle jestem śpiąca, nic mnie nie cieszy, mam problemy z koncentracją i z komunikacją z innymi ludźmi, boję się kontaktów z ludźmi i podejmowania jakichkolwiek decyzji oraz odpowiedzialności. Ostatnio nawet mam problemy z prawidłowym wysławianiem się oraz argumentowaniem swojego zdania, mam wrażenie, że moje myśli galopują, a ja nie potrafię ich wyrazić, gdyż zapominam co przed chwilą myślałam i chciałam powiedzieć. Żyję tylko dla moich dzieci i mojego męża, choć on mnie nie rozumie, każe mi się wziąć w garść, ale ja nie potrafię. Jest coraz gorzej. Poradźcie gdzie i jak mam szukać pomocy, bo już nie daje rady żyć sama ze sobą. KOBIETA, 31 LAT ponad rok temu Pierwsze objawy autyzmu Autyzm to dziecięce zaburzenie rozwojowe. Częściej występuje u chłopców niż u dziewczynek. Sprawdź, co jeszcze warto wiedzieć na temat autyzmu. Obejrzyj film i dowiedz się, jakie są jego pierwsze objawy. Witam, Z Twojego opisu wynika, że na Twój obecny stan nałożyło się wiele zbieżnych okoliczności. Myślę, że nie należy stawiać diagnozy postawionej na podstawie testu wykonanego w internecie. Proponuję umówić się na wizytę u psychiatry, który będzie mógł po uprzednim badaniu postawić pełną diagnozę Twoich dolegliwości oraz zastosować właściwe leczenie farmakologiczne i terapeutyczne. Odpowiednie oddziaływania zniwelują Twoje dokuczliwe dolegliwości i poprawią Twój stan psychofizyczne, a tym samym wpłynął na lepsze codzienne funkcjonowanie. Porady psychiatryczne objęte są refundacją NFZ i możesz skorzystać z nich w każdej przychodni lub ośrodku zdrowia psychicznego. Pozdrawiam i powodzenia 0 Zachęcam do wykonania diagnozy z prawdziwego zdarzenia (czyli za pomocą rzetelnych narzędzi i kwestionariuszy), a nie testów internetowych. Można to zrobić w poradni zdrowia psychicznego i w niektórych gabinetach prywatnych. Konieczna jest jednak osobista konsultacja. Po otrzymaniu diagnozy można zastanowić się nad dalszym postępowaniem, np. terapią. 0 Witam Panią, Pomoc znajdzie Pani w Poradni Zdrowia Psychicznego lub w prywatnym gabinecie psychoterapeuty. Ale uwaga! Dziś usługi psychoterapeutyczne może świadczyć każdy. Nawet wróżka może na drzwiach gabinetu wywiesić szyld z napisem psychoterapia. Dlatego warto wybierać specjalistę, który skończył 5-letnie magisterskie studia psychologiczne, a następnie 4-letnie specjalistyczne szkolenie z psychoterapii i uzyskał tytuł psychoterapeuty (albo jest w trakcie szkolenia) oraz ma co najmniej kilkuletnią praktykę w pracy terapeutycznej. Tutaj więcej o tym, jak wybrać dobrego specjalistę: Pozdrawiam Marta Dziekanowska 0 Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych znajdziesz do nich odnośniki: Już nie daję rady – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Nie daję już sobie rady z życiem - co robić? – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Nerwica natręctw w ciąży – odpowiada Mgr Jarosław Żukowski Gdzie mogę szukać pomocy przy depresji i myślach samobójczych? – odpowiada Mgr Patrycja Stajer Jak rozpocząć leczenie depresji i zaburzeń odżywiania? – odpowiada Mgr Karolina Matlak Natrętne myśli w 7 miesiącu ciąży – odpowiada Mgr Justyna Piątkowska Podejrzenie depresji u 18-latki w ciąży – odpowiada Mgr Karolina Matlak Jak mam sobie poradzić po stracie dziecka? – odpowiada Mgr Magdalena Golicz Mam dosyć siebie i swojego życia – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Stosowanie antydepresantów a planowanie ciąży – odpowiada Mgr Patrycja Stajer artykuły Nie daje rady robić brzuszków.Dlaczego? Codziennie od ponad 2 miesięcy robie półbrzuszki(podobno takie sa najlepsze, bo przy pełnych brzuszkach obciąża się kręgosłup).3 serie po 15.I już od połowy drugiej tury nie mogę, nie daje rady się podnosić, robie takie na odwal się byle by były.Dlaczego tak się dzieje?Już od ponad 2 miesięcy powinno mi się je robić lepiej, a EwaCh Zarejestrowany Użytkownik Posty: 16 Rejestracja: 12 sierpnia 2018, o 22:23 Dzien dobry. Nie wiem od czego zaczac. Mam 41 lat i mam juz dosyc. Nie chce mi sie zyc ale nie dla siebie ale dla dzieci. By sie nie meczyly ze mna. Nerwice lękowa mam juz dlugo. Od 15 lat przyjmowalam effectin w roznych dawkach. Bylo raz lepiej- raz gorzej ale jakos funkcjonowalam. Bylam w malzenstwie, z ktorego mam syna, 12 lat sprawiajacego spore problemy z nauka, bardzo nieporadnego z ZAspergera. W tamtym malzenstwie czulam sie slabo. Nie kochalam meza, żyliśmy na zasadzie instytucji majac odmienne zdanie na kazdy temat. Rozwod byl szybki,syna wychowujemy w systemie naprzemiennym co powoduje spore problemy bo zupelnie inaczej podchodzimy do wszystkiego a ja od 2ch lat nie poznalam partnerki mojego ex meza, z ktora moje dziecko spedza 2 tygodnie kazdego miesiaca. Jest mi z tym bardzo zle. Sama jestem szczesliwie zakochana. Mam fajnego meza,z ktorym jestem szczera i ktory mnie wspiera we wszystkim, mamy malutka coreczke. Wydawaloby sie sielanka. Niestety moja ciaza, porod przypadl na absurdalny czas pandemii. W tym czasie nasza firma zaczyna przynosic coraz mniejsze i mniejsze dochody. Nic nie mozemy z tym zrobic, oboje staramy sie ratowac co sie da i jakos zarabiac. Syn z pierwszego malzenstwa zaczyna sprawiac coraz wieksze problemy. Kadego dnia sa skargi od nauczycieli, kompletna olewka szkoly i ignorancja mnie. Do tego zaczyna mowic do mnie jak jego ojciec a moj ex maz. Rodze corke ( dzuecko bardzo chcial maż- ja nie bylam przekonana) , nie odnajduje sie w roli matki chociaz kocham corke nad zycie. Zle znosze fizycznie i psychicznie zarowno ciaze jak i czas po ciazy. Chce z calej sily, staram sie ale ataki paniki staja sie gorsze i gorsze. Juz nie mam nad nimi kontroli . Praktycznie cale dnie spedzam w domu bo pandemia bojac sie zarazenia ( kilka smierci na covid w rodzinie i bliskim otoczeniu) oraz majac lęk dlugofalowy oraz ataki. Maz nie moze mnie zostawic sama z malenstwem. Moja psychiatra postanawia zmienic mi leki. Po 15 latach przyjmowania effectinu (najczesciej 150, nawet podczas obu ciaz)) daje mi 4 dni na zejscie z niego ( dzien 75, nic, 75, nic) a na 5 dzien dostaje sertagen w 50 mg. Mam sie ratowac lorafenem (benzo). Dostalam po 1 mg lorafenu. Nigdy nie bralam benzo, balam sie tych lekow. Balam sie wszystkiego co uzaleznia ( bo mialam w mlodosci incydent z ziolem) nie majac pojecia jak bardzo uzaleznil mnie effectin:( . I tak sie ratuje od 6 dni kiedy przyjmuje ten Sertagen tym benzo ( biore pol badz 1 mg). Inaczej odlatuje. Od ponad tygodnia nie moge praktycznie wstac z lozka, mam biegunke, swiat mi wiruje, mam takie ataki, ze leze na dywanie i marze by umrzec. Marze by to juz sie skonczylo. Juz nie wierze w wyleczenie, w normalnosc. To boli. Maz dzwoni do lekarki i pani twierdzi,ze tak ma byc i radzi bym „ograniczAla aktywnosc”... A ja juz nie mam aktywnosci. Mam problem by usmiechnac sie do dzieci, by pojsc do lazienki. Marze by pojsc do szpitala psychiatrycznego by nie meczyc dzieci i meza. By nie musieli tego sie jak warzywo, nikonu niepotrzebne. Na moja mame za bardzi nie moge liczyc. Jak przyjdzie pomoc przy dziecku to zostawia mnie w gorszej psychicznej rozsypce. Wg mnie tam jest poczatek mojej nerwicy bo mama jest wyjatkowo toksyczna, bila mnie bardzo, obarczaka wszystkimi niepowodzeniami, ale nie chce wracac do tego co bylo w dziecinstwie. Doszlam do czegos zupelnie sama, mialam (mam bo moze to wroci) dobra prace u siebie, śliczny dom, fajne dzieci i meza ktorego kocham nade wszystko. Nie chce tego stracic. Dlaczego tak zareagowalam? Czy to objawy braku effectinu, ktory juz dzialam coraz slabiej czy tak przyjmuje sie nowy lek? Czy ja juz zwyczajnie oszalalam? Dodam,ze w tzw clubowej mlodosci mialam kontakt z narkotykami ( ziolo glownue) ale nie bralam tego jakos stalei nie wiecej niz znajomi, ktorzy nie maja tego typu problemow jak ja. Przestalam brac narko z dnia na dzien bo mi sie odwidzialo i nigdy nie wrocilam, bez zadnych przykrych objawow. Pomóżcie zanim bedzie za pozno Aniaaa87 Zarejestrowany Użytkownik Posty: 289 Rejestracja: 18 maja 2020, o 19:38 7 lutego 2021, o 18:36 Masz poprostu to co my wszyscy...Ja tez znam mechanizmy i wogole teoria w jednym palcu a jednak nie akceptuje mojego stanu a to przynosi jeszcze większy lęk i troje dzieci muszę być dla nich a jestem żywym codzienność raz lepiej,raz za granica wiec obowiązki domowe i dzieci są na mojej zwariowałas pewnie odstawienie leku tak nie biorę żadnych ale jeżeli Twój psychiatra tak twierdzi tez to masz sto procent pewności czemu teraz jest tak miałam ataki paniki kilka razy dziennie a nawet tez nie pokazuje dzieciom ze tak złe się czuje choć wiem to czasem ledwo po domu chodzę EwaCh Zarejestrowany Użytkownik Posty: 16 Rejestracja: 12 sierpnia 2018, o 22:23 7 lutego 2021, o 20:19 Wczesniej ogarnialam raz lepiej raz gorzej- jak napisalas. Niestety nigdy bez lekow. Bez farmakologii nie dalabym rady nawet wyjsc z domu. Teraz jednak juz nie jest raz lepiej raz gorzej. Katja Dyżurny na forum Odważny VIP Posty: 1037 Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43 7 lutego 2021, o 21:15 Hej, moim zdaniem Ty zbyt mocno się nastawiasz, że pomogą Ci leki, psycholog, zakład psychiatrayczny a nie widzisz, że tak naprawdę to Ty sama musisz sobie pomóć. Zobacz tyle lat na lekach, na wsparciu psychologicznym i gdzie jesteś? Dalej w lękach, obawach, w poczuciu beznadzieji bo wciąż ulegasz lękowej iluzji. Problemy które opisujesz np. z synem ma wiele kobiet, mój brat też sprawiał kłopoty wychowawcze ( a mama też była z ojcem po rozwodznie ) i jakoś się to wszystko z czasem poukładało. I u Ciebie też się poukłada, nic nie trwa wiecznie. To tylko Twój zlękniony umysł podpowiada Ci, że nic już nie ma sensu. Ja wczoraj obudziłam się po całej nocy jakiś koszmarów, bólu brzucha, że aż mi się słabo robiło, trzesiawka, spocona, jakieś odrealnienie, a pomimo tego wstałam zrobiłam sobie rumianku obejrzałam coś w telewizji, pogadałam z facetem i złe wrażenie poranka gdzieś znikło, bo się mu nie poddałam, bo nie uwierżyłam w iluzję zagrożenia. Dziś przychodzi mi to już łatwiej, ale był czas, że objawy somatyczne i twowarzyszące im myśli przytłaczały mnie do tego stopnia, że wydawało mi się niemożliwym żeby temu nie ulegać. I szło mi na początku tak, że wydawało się, że to nie ma sensu, ale w którymś momencie każda determinacja daje w końcu efekt. Odpowiedz sobie na pytanie czy chcesz odzyskać swoje życie, czy chcesz dalej tkwić w iluzji beznadzieji? Jeżeli chcesz odzyskać to czas najwyższy wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Nie oglądać się na panią psycholog, leki tylko zacząć sama działać, bo wbrew temu co Ci się wydaję Ty jesteś silniejsza niż to nerwicowe gówno, które czerpie z Ciebie energie, bo to Ty utrzymujesz ten stan wiarą w iluzję. Zastanów się przez chwilę czego tak naprawdę się boisz, tak naprawdę boisz się emocji. Boisz się emocji które towarzyszą wizytą mamy, boisz się emocji związanych z wybrykami syna, lęk przed życiem to tak naprawdę lęk przed emocjami. Więc aby przestać się bać życia trzeba najpierw zaakceptować naturę życia, zaakceptować to, że masz emocje, że będą Ci one towarzyszyć, że nie jesteś cyborgiem tylko człowiekiem, będziesz czasem płakać, ciepieć, czuć się podle. To przez brak zgody na negatywne emocje, przez nieumijętność właściwego ich przeżywania tworzą się problemy lękowe, więc zaakceptuj swój lęk i zrozum, że to co się z Tobą dzieje, to "tylko" emocje które manifestują się w ciele w postaci objawów somatycznych ( ataki paniki, biegunka itd ). Żeby wyjść z zaburzeń lękowy trzeba zrozumieć czym są emocje, jak się manifestują w ciele, trzeba zrozumieć, że te wszystkie myśli które towarzyszą Ci teraz w głowie są bezsensowną paplaniną która nijak się ma do rzeczywistości. To tylko "wymysły" Twojego mózgu który musi jakoś tłumaczyć to co oduwasz. EwaCh Zarejestrowany Użytkownik Posty: 16 Rejestracja: 12 sierpnia 2018, o 22:23 8 lutego 2021, o 08:41 Dziękuje za odpowiedz. Daje do myslenia. Nie jest to jednak do konca tak jak piszesz ale szanuje kazde slowo. Psychologow srednio uznaje za skutecznych, nie bywam, lecze sie u psychiatrow. W rym momencie prowadzi mnie psychiatra z tytulem dr z Instututu na Sobieskiego. To nie jest tak,ze nie chce sobie pomoc. Jednak 15 lat nie leze na podlodze zwijajac sie z bolu i przerazenia tylko zyje i to nawet dosc ok zyje. Ostatni rok to katastrofa. Uwierz mi,ze gdybym wiedziala jak sobie poradzic, jak dzialac bez lekow to bym to zrobila. Niestety nawet lekarze twierdza,ze moja nerwica lękowa jest tak zawansowana,ze bez leków nie moge funkcjonowac. Kurde chcialabym. Ps. Ciezko w paru zdaniach opisac swoje zycie:) ps. Dziekuje za slowa ,ze nic nie trwa wiecznie- na to licze. Tove Odważny i aktywny forumowicz Posty: 592 Rejestracja: 30 stycznia 2016, o 14:55 8 lutego 2021, o 11:04 Pamiętam moją pierwszą wizytę u psychologa pan powiedział że mam tak silne lęki że bez leków nie dam rady że będę się męczyć że lepiej wziąć i mieć z głowy. Pamiętam moją pierwszą wizytę u psychologa pan powiedział że mam tak silne lęki że bez leków nie dam rady że będę się męczyć że lepiej wziąć i mieć z głowy Już trochę czytałam tutaj Forum i niedokońca pasowało mi to co mówił. Już trochę czytałam tutaj Forum i niedokońca pasowało mi to co mówil. postanowiłam że spróbuję na początek bez leków czytałam Forum słuchałam nagrań i rozmawiałam z ludźmi tutaj było raz lepiej raz gorzej ale z perspektywy czasu cały czas działo się coś na plus to z moją nerwicą . uczyłam się siebie skąd w ogóle wzięło się u mnie zaburzenia i jak sobie z nim radzić . To był proces przyszedł też taki moment w którym ty pisałaś że miałam już dość straciłam nadzieję że sobie poradzę chciałam po prostu umrzeć i przestać się męczyć. To był proces przyszedł też taki moment w którym ty pisałaś że miałam już dość straciłam nadzieję że sobie poradzę chciałam po prostu umrzeć i przestać się męczyć I to był właśnie przełomowy moment bo skoro było mi już wszystko jedno i nie miałam nic do stracenia to zaczęłam po prostu żyć Everything will be ok in the end. If it’s not ok, It’s not the end. Ed Sheeran EwaCh Zarejestrowany Użytkownik Posty: 16 Rejestracja: 12 sierpnia 2018, o 22:23 8 lutego 2021, o 12:20 dlatego tez postanowilam rozmawiac z ludzmi na tym forum. By piszukac czegos innego co mi nie powie lekarz. Cholernie chce walczyc. Dla dzieci glownie Katja Dyżurny na forum Odważny VIP Posty: 1037 Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43 8 lutego 2021, o 12:38 EwaCh pisze: ↑8 lutego 2021, o 08:41 Niestety nawet lekarze twierdza,ze moja nerwica lękowa jest tak zawansowana,ze bez leków nie moge funkcjonowac. Kurde chcialabym. Ja jakiś czas temu od psychiatry w najgorszym chyba momencie mojego życia usłyszałam, że bez leków nie dam rady, nie ma takiej opcji. Dałam radę. I Ty też nie musiałaś tych leków brać tyle lat bo to jest właśnie droga do tego, że bez leków nie możesz już funkcjonować. Ja nie chcę tutaj krytykować lekarzy, ale ostatnio dużo miałam do czynienia i widzę jakie jest podejście większości tj. nie leczyć rzeczywiście, tylko dać coś co jak się uda to zamaskuje objawy, a z jakim skutkiem to będzie dla pacjenta to już nie ich problem. I to nie mam na myśli byle jakich lekarzy, bo chodziłam do najlepszych. Ja nie twierdze, że Ty te wszystkie lata lażałaś na ziemi i płakałaś, tylko, że przez te wszystkie lata nie byłaś widocznie właściwie prowadzona. Sądząc po wpisach sama nie pracujesz nad wyjściem z zaburzenia, tylko po prostu starasz się żyć, działać ( i to jest ok, ale czasem bez zrozumienia mechanizmów się nie da ) jak jest w miarę ok, natomiast w trudnych chwilach całkowicie się pogrążasz w iluzji lękowej, która stanowi temat zastępczy dla Twoich prawdziwych problemów. Z psychologiem nie pracujesz, bo ich nie uznajesz? Pytanie dlaczego? Bo nie przepisują leków? Rozumiem, że nie zawsze trafia się na tych odpowiednich, ale obecnie w necie można znaleźć jakiś polecanych albo samemu pracować, natomiast Ty bierzesz leki i utwierdzasz się w przekonaniu, że u Ciebie to już tylko dobrać odpowiednią dawkę. Ja rozumiem brac leki wspomagajaco przez jakiś czas, ale funkcjonować tylko dzięki nim tyle czasu to w moim przekonaniu błędna droga. Rozmawiam ostatnio z pewną osobą młoda dziewczyna z zaburzeniami lękowymi, nie jakimiś mocno rozbudowanymi a jej psycholog już ją wysyła po leki ( chociaż bierze już jedne ), bo tak jest łatwiej, szybko będzie miała efekty i nic, że jak dziewczyna odstawia leki, to wraca wszystko ze podwójną mocą, bo ona nie ma pojęcia co się z nią dzieje i dlaczego. Biorąc leki czuje się lepiej, a psycholog w poczuciu dobrze wypełnionego zadania gada z nią o wszystkim tylko nie o zaburzeniach lękowych. Aniaaa87 Zarejestrowany Użytkownik Posty: 289 Rejestracja: 18 maja 2020, o 19:38 8 lutego 2021, o 18:14 Katja pisze: ↑8 lutego 2021, o 12:38EwaCh pisze: ↑8 lutego 2021, o 08:41 Niestety nawet lekarze twierdza,ze moja nerwica lękowa jest tak zawansowana,ze bez leków nie moge funkcjonowac. Kurde chcialabym. Ja jakiś czas temu od psychiatry w najgorszym chyba momencie mojego życia usłyszałam, że bez leków nie dam rady, nie ma takiej opcji. Dałam radę. I Ty też nie musiałaś tych leków brać tyle lat bo to jest właśnie droga do tego, że bez leków nie możesz już funkcjonować. Ja nie chcę tutaj krytykować lekarzy, ale ostatnio dużo miałam do czynienia i widzę jakie jest podejście większości tj. nie leczyć rzeczywiście, tylko dać coś co jak się uda to zamaskuje objawy, a z jakim skutkiem to będzie dla pacjenta to już nie ich problem. I to nie mam na myśli byle jakich lekarzy, bo chodziłam do najlepszych. Ja nie twierdze, że Ty te wszystkie lata lażałaś na ziemi i płakałaś, tylko, że przez te wszystkie lata nie byłaś widocznie właściwie prowadzona. Sądząc po wpisach sama nie pracujesz nad wyjściem z zaburzenia, tylko po prostu starasz się żyć, działać ( i to jest ok, ale czasem bez zrozumienia mechanizmów się nie da ) jak jest w miarę ok, natomiast w trudnych chwilach całkowicie się pogrążasz w iluzji lękowej, która stanowi temat zastępczy dla Twoich prawdziwych problemów. Z psychologiem nie pracujesz, bo ich nie uznajesz? Pytanie dlaczego? Bo nie przepisują leków? Rozumiem, że nie zawsze trafia się na tych odpowiednich, ale obecnie w necie można znaleźć jakiś polecanych albo samemu pracować, natomiast Ty bierzesz leki i utwierdzasz się w przekonaniu, że u Ciebie to już tylko dobrać odpowiednią dawkę. Ja rozumiem brac leki wspomagajaco przez jakiś czas, ale funkcjonować tylko dzięki nim tyle czasu to w moim przekonaniu błędna droga. Rozmawiam ostatnio z pewną osobą młoda dziewczyna z zaburzeniami lękowymi, nie jakimiś mocno rozbudowanymi a jej psycholog już ją wysyła po leki ( chociaż bierze już jedne ), bo tak jest łatwiej, szybko będzie miała efekty i nic, że jak dziewczyna odstawia leki, to wraca wszystko ze podwójną mocą, bo ona nie ma pojęcia co się z nią dzieje i dlaczego. Biorąc leki czuje się lepiej, a psycholog w poczuciu dobrze wypełnionego zadania gada z nią o wszystkim tylko nie o zaburzeniach lękowych. Ja tez poszłam na pierwsza wizytę do psychiatry a ona do mnie i co chce pani leki? Po co się męczyć,dzieci to widza i życie rodzinne mówię ze nie chce narazie leków spróbuje bez..To ona mi na to ze ona nie pomoże w inny mi nie tłumaczyła mechanizmów lekowych,żadnych rad z forum się uczę i słucham chłopaków na jest lipa ale próbuje z całych sił EwaCh Zarejestrowany Użytkownik Posty: 16 Rejestracja: 12 sierpnia 2018, o 22:23 9 lutego 2021, o 01:27 Nie uznaje psychologow bo nie umiem sie zwierzac na zywo obcym oraz nie mam na to czasu. Nie pisalaM wsztstkiego o sobie ale prowadze firme i nam male dzieci. Kompletnie tego nie czuje:( niestety. Inna sprawa- czy nerwica lękowa to nie choroba? Choroba, choroby sie leczy. I tak, zgadzam sie,ze bylam beznadziejnie prowadzona. Nie powinnam brac tych lekow tak dlugo a juz na bank nie tych samych. Troche to moja wina, pomagaly to je bralam. Az przestaly bo za wiele zwalilo sie na raz. Teraz chce by zeszlo to z organizmu w miare lagodnie ale to nie koncert zyczen. Katja Dyżurny na forum Odważny VIP Posty: 1037 Rejestracja: 23 września 2019, o 00:43 9 lutego 2021, o 12:36 EwaCh pisze: ↑9 lutego 2021, o 01:27 Nie uznaje psychologow bo nie umiem sie zwierzac na zywo obcym oraz nie mam na to czasu. Nie pisalaM wsztstkiego o sobie ale prowadze firme i nam male dzieci. Kompletnie tego nie czuje:( niestety. Inna sprawa- czy nerwica lękowa to nie choroba? Choroba, choroby sie leczy. I tak, zgadzam sie,ze bylam beznadziejnie prowadzona. Nie powinnam brac tych lekow tak dlugo a juz na bank nie tych samych. Troche to moja wina, pomagaly to je bralam. Az przestaly bo za wiele zwalilo sie na raz. Teraz chce by zeszlo to z organizmu w miare lagodnie ale to nie koncert zyczen. No to sama sobie odpowiedziałaś dlaczego jest jak jest. Nie maiałaś czasu na zrozumienie swojej psychiki i emocjonalnej strony więc brałaś leki jedynie maskujące problem. Każdy niemal psychiatra do którego pójdziesz da Ci po prostu leki i w lepszym przypadku wyślę jeszcze na terapię, a w gorszy uzna, że to załatwia sprawę. Terapia to jest proces często ciężki, żmudny, nie każdy terapeuta nadaję się do każdego przypadku, więc bywa i tak, że można usłyszeć "w pani przypadku to już tylko leki", ale wystarczy zajrzeć w dział wyzdrowiałem z nerwicy żeby się przekonać, że dzięki zrozumieniu mechanizmów działania i konsekwencji można z tego wyjść czy to dzięki własnej pracy czy z pomocą terapi, zwróć uwagę, że nie ma tam ani jednej osoby, która napisała, że pomogły jej trwale leki. Zaburzenie lękowe to jak sama nazwa wskazuję zaburzenie, a nie choroba i skutecznie "leczy się" je nie lekami, ale zmianą postawy, nawyków, reakcji, zrozumieniem swoich emocji. Dlaczego one przychodzą, jak działają, jak się z nimi obchodzić. Branie leków to jest działanie na zasadzie boję się tych wszystkim emocji, myśli, tego wszystkiego co jest we mnie i biorę coś żeby tego nie czuć. A co jak nagle poczujesz? Wtedy jest panika, bo nie umiesz się z tym obchodzić. Dlatego leki w mojej ocenie mogą wspomagać proces leczenia, a nie być leczeniem jako takim. Oczywiście czasem w jakiś przejściowych problemach u osób które nie mają jakiś rozbudowanych problemów zaburzeniowych mogą pomóc, bo wyciszą, uspokoją, stres minie i wszystko będzie ok, ale jeśli ktoś z różnych przyczyn ma głębsze problemy z emocjami to leki niczego nie rozwiążą. Gagent Zarejestrowany Użytkownik Posty: 12 Rejestracja: 19 września 2019, o 10:34 11 lutego 2021, o 20:48 Doskonale rozumiem co pani czuje i przez co musiała przejść. Sam walczę z lękami bardzo długi czas i zdaje sobie sprawę jak poważny jest to problem. Ma pani bardzo dużo obowiązków i kumulacja ich (co jest rzeczą oczywistą) wpłynęła na powyższy stan. Dodam tylko, że z mojego doświadczenia wiem, iż same leki nie wystarczą. Przyjmowałem wiele petard przeciwlękowych i to pomagało tylko okresowo. Przełomem dla mnie była zindywidualizowana pychoterapia nastawiona na leczenie złożonego zespołu stresu pourazowego w nurcie behawioralno-poznawczym. Napisała pani bardzo ważną rzecz: "Na moja mame za bardzi nie moge liczyc. Jak przyjdzie pomoc przy dziecku to zostawia mnie w gorszej psychicznej rozsypce. Wg mnie tam jest poczatek mojej nerwicy bo mama jest wyjatkowo toksyczna, bila mnie bardzo, obarczaka wszystkimi niepowodzeniami, ale nie chce wracac do tego co bylo w dziecinstwie." U mnie na przykład problemy z cPTSD zaczęły się w dzieciństwie i nasilały się z każdym rokiem. Moim zdaniem jest pani osobą z predyspozycjami żeby skutecznie sobie pomóc z tym zaburzeniem, ponieważ jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało posiada pani doświadczenie w obcowaniu z lękiem. Przez długi czas radziła sobie pani z firmą, opieką nad synem, poukładała życie małżeńskie itp. po mimo dużego natężenia lęku. To świadczy o wytrwałości i sile. Te cechy są kluczowe w terapii. Wnioski są proste TERAPIA. PS. Nie przejmuj się trawą ona nie wprowadziła w STAŁE poczucie lęku. Jest to raczej problem zastępczy. EwaCh Zarejestrowany Użytkownik Posty: 16 Rejestracja: 12 sierpnia 2018, o 22:23 12 lutego 2021, o 01:20 Gagent pisze: ↑11 lutego 2021, o 20:48 Doskonale rozumiem co pani czuje i przez co musiała przejść. Sam walczę z lękami bardzo długi czas i zdaje sobie sprawę jak poważny jest to problem. Ma pani bardzo dużo obowiązków i kumulacja ich (co jest rzeczą oczywistą) wpłynęła na powyższy stan. Dodam tylko, że z mojego doświadczenia wiem, iż same leki nie wystarczą. Przyjmowałem wiele petard przeciwlękowych i to pomagało tylko okresowo. Przełomem dla mnie była zindywidualizowana pychoterapia nastawiona na leczenie złożonego zespołu stresu pourazowego w nurcie behawioralno-poznawczym. Napisała pani bardzo ważną rzecz: "Na moja mame za bardzi nie moge liczyc. Jak przyjdzie pomoc przy dziecku to zostawia mnie w gorszej psychicznej rozsypce. Wg mnie tam jest poczatek mojej nerwicy bo mama jest wyjatkowo toksyczna, bila mnie bardzo, obarczaka wszystkimi niepowodzeniami, ale nie chce wracac do tego co bylo w dziecinstwie." U mnie na przykład problemy z cPTSD zaczęły się w dzieciństwie i nasilały się z każdym rokiem. Moim zdaniem jest pani osobą z predyspozycjami żeby skutecznie sobie pomóc z tym zaburzeniem, ponieważ jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało posiada pani doświadczenie w obcowaniu z lękiem. Przez długi czas radziła sobie pani z firmą, opieką nad synem, poukładała życie małżeńskie itp. po mimo dużego natężenia lęku. To świadczy o wytrwałości i sile. Te cechy są kluczowe w terapii. Wnioski są proste TERAPIA. PS. Nie przejmuj się trawą ona nie wprowadziła w STAŁE poczucie lęku. Jest to raczej problem zastępczy. Czy miał Pan terapie w Warszawie? Szukam dobrego miejsca. Sprawdzonego. Zarejestrowany Użytkownik Posty: 156 Rejestracja: 17 czerwca 2019, o 16:17 12 lutego 2021, o 12:08 EwaCh pisze: ↑7 lutego 2021, o 18:12 Dzien dobry. Nie wiem od czego zaczac. Mam 41 lat i mam juz dosyc. Nie chce mi sie zyc ale nie dla siebie ale dla dzieci. By sie nie meczyly ze mna. Nerwice lękowa mam juz dlugo. Od 15 lat przyjmowalam effectin w roznych dawkach. Bylo raz lepiej- raz gorzej ale jakos funkcjonowalam. Bylam w malzenstwie, z ktorego mam syna, 12 lat sprawiajacego spore problemy z nauka, bardzo nieporadnego z ZAspergera. W tamtym malzenstwie czulam sie slabo. Nie kochalam meza, żyliśmy na zasadzie instytucji majac odmienne zdanie na kazdy temat. Rozwod byl szybki,syna wychowujemy w systemie naprzemiennym co powoduje spore problemy bo zupelnie inaczej podchodzimy do wszystkiego a ja od 2ch lat nie poznalam partnerki mojego ex meza, z ktora moje dziecko spedza 2 tygodnie kazdego miesiaca. Jest mi z tym bardzo zle. Sama jestem szczesliwie zakochana. Mam fajnego meza,z ktorym jestem szczera i ktory mnie wspiera we wszystkim, mamy malutka coreczke. Wydawaloby sie sielanka. Niestety moja ciaza, porod przypadl na absurdalny czas pandemii. W tym czasie nasza firma zaczyna przynosic coraz mniejsze i mniejsze dochody. Nic nie mozemy z tym zrobic, oboje staramy sie ratowac co sie da i jakos zarabiac. Syn z pierwszego malzenstwa zaczyna sprawiac coraz wieksze problemy. Kadego dnia sa skargi od nauczycieli, kompletna olewka szkoly i ignorancja mnie. Do tego zaczyna mowic do mnie jak jego ojciec a moj ex maz. Rodze corke ( dzuecko bardzo chcial maż- ja nie bylam przekonana) , nie odnajduje sie w roli matki chociaz kocham corke nad zycie. Zle znosze fizycznie i psychicznie zarowno ciaze jak i czas po ciazy. Chce z calej sily, staram sie ale ataki paniki staja sie gorsze i gorsze. Juz nie mam nad nimi kontroli . Praktycznie cale dnie spedzam w domu bo pandemia bojac sie zarazenia ( kilka smierci na covid w rodzinie i bliskim otoczeniu) oraz majac lęk dlugofalowy oraz ataki. Maz nie moze mnie zostawic sama z malenstwem. Moja psychiatra postanawia zmienic mi leki. Po 15 latach przyjmowania effectinu (najczesciej 150, nawet podczas obu ciaz)) daje mi 4 dni na zejscie z niego ( dzien 75, nic, 75, nic) a na 5 dzien dostaje sertagen w 50 mg. Mam sie ratowac lorafenem (benzo). Dostalam po 1 mg lorafenu. Nigdy nie bralam benzo, balam sie tych lekow. Balam sie wszystkiego co uzaleznia ( bo mialam w mlodosci incydent z ziolem) nie majac pojecia jak bardzo uzaleznil mnie effectin:( . I tak sie ratuje od 6 dni kiedy przyjmuje ten Sertagen tym benzo ( biore pol badz 1 mg). Inaczej odlatuje. Od ponad tygodnia nie moge praktycznie wstac z lozka, mam biegunke, swiat mi wiruje, mam takie ataki, ze leze na dywanie i marze by umrzec. Marze by to juz sie skonczylo. Juz nie wierze w wyleczenie, w normalnosc. To boli. Maz dzwoni do lekarki i pani twierdzi,ze tak ma byc i radzi bym „ograniczAla aktywnosc”... A ja juz nie mam aktywnosci. Mam problem by usmiechnac sie do dzieci, by pojsc do lazienki. Marze by pojsc do szpitala psychiatrycznego by nie meczyc dzieci i meza. By nie musieli tego sie jak warzywo, nikonu niepotrzebne. Na moja mame za bardzi nie moge liczyc. Jak przyjdzie pomoc przy dziecku to zostawia mnie w gorszej psychicznej rozsypce. Wg mnie tam jest poczatek mojej nerwicy bo mama jest wyjatkowo toksyczna, bila mnie bardzo, obarczaka wszystkimi niepowodzeniami, ale nie chce wracac do tego co bylo w dziecinstwie. Doszlam do czegos zupelnie sama, mialam (mam bo moze to wroci) dobra prace u siebie, śliczny dom, fajne dzieci i meza ktorego kocham nade wszystko. Nie chce tego stracic. Dlaczego tak zareagowalam? Czy to objawy braku effectinu, ktory juz dzialam coraz slabiej czy tak przyjmuje sie nowy lek? Czy ja juz zwyczajnie oszalalam? Dodam,ze w tzw clubowej mlodosci mialam kontakt z narkotykami ( ziolo glownue) ale nie bralam tego jakos stalei nie wiecej niz znajomi, ktorzy nie maja tego typu problemow jak ja. Przestalam brac narko z dnia na dzien bo mi sie odwidzialo i nigdy nie wrocilam, bez zadnych przykrych objawow. Pomóżcie zanim bedzie za pozno Kochana wiem jak się czujesz i wspieram. Sama w najgorszym momencie poszłam do psychiatry ale po 5 m-cach odstawilam.. Uspokoiły mnie, pozwolily sie wyspać i otumanily.. Od 4 lat tkwię w zaburzeniu ale już bez leków.. A od roku działam z Victorem... I tak naprawdę się odkurzam.. Bo wcześniej to były analizy i wszystkie pierdolety.. Zrozum.. Że terapia u Ciebie jest najlepszą opcja... Zaufaj komuś skoro samej Ci teraz ciężko.. Ja szukałam do oporu aż w końcu znalazlam kogoś kto rozumie mnie i pomaga wydeptywac wspólną ścieżkę.. A nie powiem ze jest łatwo.. Z zaburzenia przez dobre emocje sie nie wychodzi
  1. Фаπиሱирсի մуշօчեш
  2. ሑዋጅօг պፎφաֆυц ኮቮщеνορኞст
  3. ኟβ одозваւε
    1. ቬፎցաлуፔеч խքυծուቬ хаш
    2. Օዠ οլаፀο
  4. Εጮ имαքαдቫп
Re: Spółdzielnia nie daje już rady Autor: ~Upik 2023-11-08 15:59. 1. Treści na Forum Bankier.pl (Forum) publikowane są przez użytkowników portalu i nie są autoryzowane przez Redakcję

Hej, tak jak w wątku jestem samotną matką i nie daje już rady Nawet nie mam z kim pogadać o problemach lub o czymkolwiek, są tu może jakieś dziewczyny z sytuacja taką jak ja mam ? Może któraś z Was chciała by się bliżej poznać ? pod jakim katem nie dajesz rady? ja ma w zwyczaju moralizowanie jesli ktoś popelnia jakies rażące błedy więc nie wszyscy lubią ze mna dyskutować ale jesli jestes na tyle odwazna to pisz choć samotną mamą nie jestem Hej hej Żyjemy w dobie internetu i nikt nie jest sam dziś Pisz na pewno wiele szafowiczek ma podobny problem! Cytatmag23 pod jakim katem nie dajesz rady? pod kątem samotności, brak osoby do której można otworzyć gębę jestem mamą- co prawda nie samotną, ale jak chcesz się wygadać to pisz pozdrawiam Ale nie rozumiem, nie masz koleżanek, przyjaciół, rodziny? Jesli masz ochote sie wygadac to zapraszam Cytatperfumka91 Hej hej Żyjemy w dobie internetu i nikt nie jest sam dziś Pisz na pewno wiele szafowiczek ma podobny problem! Mam wrażenie że tylko ja Gdybym była w takiej sytuacji, nigdy nie potrafiłabym się poddać. Maleństwo dawałoby mi siłę na kolejne dni. Zrobiłabym dla niego wszystko. Także albo naprawdę masz mega desperację, albo jakiś kompleks, albo to nie jest Twój problem.. Nie rozumiem zbytnio kobiet, które się poddają tylko dlatego, że samotnie wychowują dziecko. Znam kilka takich przypadków, bez rewelacyjnych warunków i super kasy, a NIGDY nie wpadłyby na pomysł żeby się poddać. Dziecko to skarb, który daje siłę, wywołuje uśmiech przy największym bólu. Szczerość i bezinteresowność dziecka jest wspaniała. Facet nie da Ci gwarancji, że zawsze przy Tobie będzie. Nie oznacza to też, że będzie Ci lepiej! Na pewno masz rodzinę, na którą możesz liczyć a Twoja największą siłą powinno być TWOJE dziecko. Nie poddawaj się, dzieci kochają najmocniej. Daj mu przykład siły i wytrwałości. Kiedyś to TY będziesz go potrzebowała.. Nie zawiedź miłości dziecka, bo to najgorsze co można w życiu zrobić... kazdy napewno z checia pomoze,pogada,doradzi. nie jestem samotna matka ale pogadac mozna JA za parę miesięcy urodzę dziecko a mój mąż pracuje za granicą, zjeżdża tylko na 5 dni co miesiąc, mam rodziców i teściów ale i tak się boję być z tym maleństwem sama...jak Ty sobie z tym radzisz, to Twoje pierwsze dziecko? CytatEuphoria330 Ale nie rozumiem, nie masz koleżanek, przyjaciół, rodziny? Niestety nie koleżanki wiodą szczęśliwe życie ze swoimi facetami i dziećmi , więc nie mają czasu dla mnie a rodzina skupia swoją uwage na mojej bratowej która jest właśnie w ciążyCytatMalaaaaMi Gdybym była w takiej sytuacji, nigdy nie potrafiłabym się poddać. Maleństwo dawałoby mi siłę na kolejne dni. Zrobiłabym dla niego wszystko. Także albo naprawdę masz mega desperację, albo jakiś kompleks, albo to nie jest Twój problem.. Nie rozumiem zbytnio kobiet, które się poddają tylko dlatego, że samotnie wychowują dziecko. Znam kilka takich przypadków, bez rewelacyjnych warunków i super kasy, a NIGDY nie wpadłyby na pomysł żeby się poddać. Dziecko to skarb, który daje siłę, wywołuje uśmiech przy największym bólu. Szczerość i bezinteresowność dziecka jest wspaniała. Facet nie da Ci gwarancji, że zawsze przy Tobie będzie. Nie oznacza to też, że będzie Ci lepiej! Na pewno masz rodzinę, na którą możesz liczyć a Twoja największą siłą powinno być TWOJE dziecko. Nie poddawaj się, dzieci kochają najmocniej. Daj mu przykład siły i wytrwałości. Kiedyś to TY będziesz go potrzebowała.. Nie zawiedź miłości dziecka, bo to najgorsze co można w życiu zrobić... Ja nie mówię że się poddaje, tylko brakuje mi kogoś z kim mogłabym pogadać a to jest różnica Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2013-02-07 16:57 przez irracjonalnna. CytatMalaaaaMi Gdybym była w takiej sytuacji, nigdy nie potrafiłabym się poddać. Maleństwo dawałoby mi siłę na kolejne dni. Zrobiłabym dla niego wszystko. Także albo naprawdę masz mega desperację, albo jakiś kompleks, albo to nie jest Twój problem.. Nie rozumiem zbytnio kobiet, które się poddają tylko dlatego, że samotnie wychowują dziecko. Znam kilka takich przypadków, bez rewelacyjnych warunków i super kasy, a NIGDY nie wpadłyby na pomysł żeby się poddać. Dziecko to skarb, który daje siłę, wywołuje uśmiech przy największym kobita pyta czy ktoś tu jest taki jak ona a ty walisz elaborat jakby tu napisała, ze chce sie zabić CytatMalaaaaMi Gdybym była w takiej sytuacji, nigdy nie potrafiłabym się poddać. Maleństwo dawałoby mi siłę na kolejne dni. Zrobiłabym dla niego wszystko. Także albo naprawdę masz mega desperację, albo jakiś kompleks, albo to nie jest Twój problem.. Nie rozumiem zbytnio kobiet, które się poddają tylko dlatego, że samotnie wychowują dziecko. Znam kilka takich przypadków, bez rewelacyjnych warunków i super kasy, a NIGDY nie wpadłyby na pomysł żeby się poddać. Dziecko to skarb, który daje siłę, wywołuje uśmiech przy największym bólu. Szczerość i bezinteresowność dziecka jest wspaniała. Facet nie da Ci gwarancji, że zawsze przy Tobie będzie. Nie oznacza to też, że będzie Ci lepiej! Na pewno masz rodzinę, na którą możesz liczyć a Twoja największą siłą powinno być TWOJE dziecko. Nie poddawaj się, dzieci kochają najmocniej. Daj mu przykład siły i wytrwałości. Kiedyś to TY będziesz go potrzebowała.. Nie zawiedź miłości dziecka, bo to najgorsze co można w życiu zrobić... Popieram ! Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

\n\n\n \n nie daje juz rady
Polubienia: 450,Komentarze: 2.5K.Film użytkownika przerosło mnie to :) (@_.nie.daje.juz.rady._) na TikToku: „Odpowiedz użytk. @_.nie.daje.juz.rady._ #niemamjuzsil #storytime #matchmyhairchallenge #fyp #jestdobrze🙂🙂🙃 #love #bywa #odpowiedz #trend #sklepy”.original sound - PonderMusic.
Cześć wam! Pozwólcie że najpierw trochę wam przedstawie mój problem, tzn opowiem o nim. Jestem ze swoim chłopakiem 10 miesięcy, roznica wiekowa to 10 lat ja 22 on 32. Na początku naszego związku było idealnie. Zabiegał, starał się, zabiegał sam o spotkania, dzwonił w ciągu dnia, a teraz jak ja nie zadzwonie to on sam nie zadzwoni, nie zalezy mu na wspolnym spedzaniu wolnego czasu choc ma go niestety bardzo mało... całymi dniami ciężko pracuje fizycznie. Wolne ma tylko niedziele choc i tak wtedy nadrabia prace w domu. Uwielbia prace, może nawet zabardzo bo nie wiem czy przez nia nie staje sie bardziej nerwowy. Zaczął krzyczeć, stał się agresywny, nie da sie z nim wogole porozmawiać, on wie wszystko najlepiej, moje zdanie sie nie liczy bo jak powiem swoje to jak jemu sie cos nie spodoba to zaczyna sie denerwowac i. Mowi ze jak chce to moge odejsc. Tak jak by mi łaskę robił ze jestesmy razem. Kocham go i bardzo bym chciala żeby było jak dawniej, popsuło sie miedzy nami nawet w strefach intymnych, nie mam juz takiej ochoty na pieszczoty z nim jak wiem że po krotkiej chwili znowu bedzie krzyczał i poniewierał mną... Choc wiem że mu tego brakuje, ale mam jakies zachamowania... Nie chce nigdzie razem wychodzic tak jak by się wstydził, lub jakis inny problem byłby na rzeczy nie raz zaproponowałam mu wyjście na dyskotekę lub do znajomych ale na nic nie ma ochoty. Moi znajomi czesto zapraszaja nas do siebie ale zawsze odmawiam ponieważ on nigdy nie ma ochoty, a do swoich chodzi sam. Nie wiem co dalej nie wiem czy traktuje nas na powaznie czy na dystans, jak dzwonie unosi się. Dodam jeszcze iż Spotykamy sie poznym wieczorem a rozstajemy bardzo wczesnie nawet w weekendy i wszystkie rzeczy dnia co dziennego robimy osobno, nie moge liczyc na zadne wsparcie jesli chodzi o np, zalatwienie jakihs spraw wspolnie, pojscie tam lub pojechanie tam, nie kazdy z nas prowadzi osobny tryb zycia w ciagu dnia... co dalej? Jaja sobie robisz? Nudzisz się? Przecież dopiero co ten wątek się zakończył z identyczną treścią. Po co znowu to piszesz. No wiec ty masz 22 lat i taka naiwna jestes. Mi sie wydaje ze on ma swoje zycie prywatne, moze nawet rodzine, a ty go kochasz-za co? Go kochasz, za to ze jest taki do ciebie jak o nim piszesz, powinnas wiedziec juz w twoim wieku jak sie zachowac i co zrobic z tym zwiazkiem, nie z ta MILOSCIA --jak ty piszesz. Ty zreszta nie umiesz z nim porozmawiac, co i jak i jeszcze jego usprawiedliwiasz. Dziewczyno nie nazucaj mu sie, skoncz dopuki jest jeszcze na to czas, poszukaj sobie innego, ktory ci okaze szacunek i naprawde milosc. Ja mialam 17 lat jak wyszlam za maz za 11 lat starszego od siebie i jestesmy juz 38 lat po slubie, najwazniejsze jest duzo miedzy soba rozmawiac i nie wykorzystac dobroci z drugiej strony. Zycze ci wszystkiego dobrego a przedewszystkim zebys w, nastepny zwiazek, wchodzila z rozumem. Ludzie juz poprzednim razem ci nsapisali co myślą o takim "związku", to nie ma sensu, facet ma cię tam gdzie ty wiesz a ja rozumiem, a ty sie mu narzucasz, miej trochę godności i szacunku do samej siebie, jak nie dotarło ci do mózgu jak masz się zachowaćto o co ci chodzi? Wszyscy sa za tym, zebyś się opamiętała i zerwała to narzucanie się temu facetowi. Który cię po prostu nie chce. Teraz wszystko wskazuje na to, ze ty szukasz i chcesz aby ktoś ci napisał. Bądż z nim, bo w gruncie rzeczy chcesz dalej za nim latać i szukasz akceptacji. Cześć. Daj może swój numer jak masz ochotę pogadać, też mam 22 Lata i czasem odczuwam to samo. Pozdrawiam. 2013-07-08, 20:47Numer GG oczywiście. Jesteś? Tak jestem, to podaj swoj to zaklikam :p. Wątpie, że to ty... Daj se spokoj dziewczyno mloda jestes i znajdziesz kogos kto cie bd szanowal nie trac czasu nie warto. Wiem serce chcialo by co innego ale on cie zniszczy ja tez jestem po rozstaniu mialam gorzej. Niz ty i ciagnelam to bo serce i uczucie mna rzadilo ale tak nie mozna nie daj sie sloneczko bo szkoda nerwow i cierpien. Musisz byc silna. Ale coz to twoja decyyzja. Powodzenia i wszystkiego naj naj. I szacunek ze nie dusisz tego w sobie a szukasz wsparcia. Pozdro. Nr gg. 6211231232223123223223237777.

Co mam zrobić ?nie daje rady [*] jw :(mój brat umarł dzień po urodzeniu , 20 lat temu mam16 lat i dopiero teraz do mnie to dochodzi ze nigdy go nie poznalem i nie poznam :( gdy ide z psem na spacer o 22 i gdy juz zbliżam się do domu to patrze w księzyc i mówie : dobranoc braciszku :( gdy spytałem mamy czy ma chociaż jego zdjecie to odpowiedziała ze nie zdazyli mu zrobić , wiem

Skip to content nie daje juz rady nie daje juz radytom2008-03-25T14:32:27+01:00 Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 41) zakochalem sie w kobiecie "przemeblowalem" swoje zycie zostawilem wszytko przeprowadzilem sie do innego mista zamieszkalismy razem… i rozpoczal sie dramat zycia codziennego od 3 miesiecy miotam sie i nie wiem co mam robic moja wybranka twierdzi ze jeszcze nikt nie byl la niej tak dobry i ze jestem pierwszym normalnym facetem w jej zyciu ale jej zachowanie jest zgola odmienne…niespotykana agresja zero czulosci perfekcjonistka do tego stopnia ze dostaje szalu kiedy firanka jest ulozona w inny sposob niz powinna byc etc etc poszukalem i natknalem sie na ta strona ktora opisuje dokladnie jej zachowania…dotarlo do mnie ze jest DDA proba rozmowy na ten temat oraz ze wydaje mi sie ze nadurzywa alkoholu pogorszyla tylko sprawe wiedzialem od poczatku bo to mi powiedziala ze kiedys brala leki psychotropowe i ze pochodzi z rodziny gdzie wszyscy sa alkoholikami ale wydawalo mi sie ze milosc zwyciezy kocham ja ale nie daje juz rady jestem u kresu wytrzymalosci i zabija mnie ta bezsilnosc ze nic nie moge zrobic… wiem ze nikt mi tutaj nie pomoze i powie co mam robic dalej … a moze jednak ??? ale musialem gdzies sie wygadac i wyrzucic to z siebie podrawiam Moim zdaniem miłość może pomóc, ale niczego nie przezwycięży. Spróbuj namówić ją na terapię, daj czas na przemyślenia, a jeśli po jakimś czasie jednak nie zdecyduje się jej podjąć nic nie poradzisz… co dalej z Wami będzie zależy od tego ile jesteś w stanie znieść. Tylko czy warto i czy widać iskrę nadziei, gdy stara się tylko jedna strona? Nie zgadzadzam sie z tym co napisala DDA_ona ze "co dalej z Wami będzie zależy od tego ile jesteś w stanie znieść". A w imie czego chlopak ma to znosic? Niczego nie znosic tylko ZADAC i konsekwentnie rozliczać. Najlepiej Gdybyś sie chlopie odkochal i zobaczyl rzeczy takimi jakimi są w rzeczywistości. Ze DDA – to w istocie wampiry które wysysają do cna szczególnie tych którzy chcą im najbardziej pomóc. Terapia to wogole warunek wstepny i nie ma o czym gadać! Tylko terapia! A jak nie to do widzenia! Dobrze radze!!! Pozd!!! Niestety, ale faktem jest ze leczone/ nieleczone/ wyleczone DDA często podświadomie pragną, co gorsza dązą do… Patologii. Jak jest dobrze to jest źle, wiec trzeba odkręcic. Byc moze własnie poznajesz jej prawidziwe ja. Poznajesz… cyzli to cos postępuje. Jesli kobieta mowi Ci ze jestes dobry, a poniewiera jednoczesnie… to czegos jej brakuje… z Twojego opisu wygląda to jakby szukała wojny. Dodatkowo patosu dodaje swiat w jakim zyla, psychotropy, choroby alkocholowe w rodzinie. Jesli tak jest faktycznie i nie zechce sie leczyc, to wystarczy zeby zasugerowac Ci… spie%$#aj od niej jak najdalej. Sciagnie Cie do swojego poziomu a potem … …prowokacja. Awantury, krzyk, płacz. Celem zwrócenia na siebie uwagi. Budowanie dramatu, nawet kosztem dzieci, etc. Do kasacji. Nie wiem czemu sie zdublował ? Edytowany przez: GoNowhere, w: 2008/03/25 23:21 Moim zdaniem chłopaki odpowiedzieli bardzo brutalnie, nie wiem czy wy też jesteście DDA ale jesli tak to, jak byscie sie czuli na miejscu tej dziewczyny, gdybyscie nie byli swiadomi i ktos was jeszcze zostawia ? Moim zdaniem DDA_ona dobrze napisała, sproboj z nia o terapii porozmawiac ze jest cos takiego jak DDA i jesli nie bedzie zadnej reakcji z jej strony i nadal bedzie sie tak zachowywać, to powiedz jej o tym jak Ty sie czujesz w tym zwiazku i co Ci nie pasuje i że myslisz aby sie odsunąć, czasem szok pomaga, npewno bedzie to trudne, ale liczy sie to zeby kazde z was sie dobrze czulo ! Edytowany przez: Nalia, w: 2008/03/26 07:52 Jestem, podobnie jak dziewczyny za delikatniejszym rozwiazaniem i próbą namowienia na terapię. Dlaczego GoNowhere uważa, że nawet leczone i wyleczone DDA dazy do patologii i trzeba taką osobe kopnąć w d. :ohmy: Niektórzy potrzebują terapii prowadzonej przez specjalistę, innym wystarczy praca wlasna nad sobą. Jestem DDD, mam tendncje do histerii, niekontrolowanych wybuchów, czepiania się i prowokowania … Mam świadomość, że moja rodzina się ze mną nie męczy, ponieważ ja się staram. Mój kumpel jest z dziewczyną DDA. Było źle, rozstali się. Teraz są razem i mam wrażenie, ze jest dużo lepiej. Kolega jest egoistą i wiem, że nie byłby z kimś, kto go wyniszcza. Zawalczyli o swoj związek i się udalo. Więc może nie przekreślajmy tak od razu osób DD …. matryca zapisz: „DDA – to w istocie wampiry które wysysają do cna szczególnie tych którzy chcą im najbardziej pomóc. ” bardzo ciekawe podejscie. Co prawda nie zgadzam sie z nim w ogole, ale to nie pozbawia go wyjatkowosci. Mysle, ze DDA, leczone DDA, nieleczone DDA, w gruncie rzeczy poszukuja szczescia, a nie patologii. A moze i to prawda, ze do patologii jakos je ciagnie, bo ona jest im znana i przez to bezpieczna, potrafia sie w niej znalezc, bo po prostu inaczej nie potrafia, albo inne zachowania przychodza im z wielkim trudem. Ale o zwiazek trzeba walczyc, tylko ze ta walk musi miescic sie w rozsadnych granicach. Musisz o nich pamietac,z eby nie zatracic do konca samego siebie, zeby nie stac sie czescia patologii, a raczej zeby osoba ukochana z tej patologii wyciagnac. Ja to widze tak. Jestescie z dwoch swiatow (zakladam, ze u Ciebie brak patologii). I albo jedno przejdzie na strone drugiego, albo drugie na strone pierwszego-wyjsca posrednie wg mnie nie do osiagniecia, bo wtedy kazde cale zycie bedzie ciagnelo w swoja strone. Lepiej, zebyscie skonczyli jako zdrowa a nie patologiczna rodzina. Tutaj nie ma miejsca na kompromis (moze po drodze, tak, troche, zeby pomoc, wesprzec dziewczyne, zeby nie byla zawsze ta ktora zle postepuje, ktora nie ma racji), albo patologia, albo zdrowie. I uwazam, ze jesli ona nie opowie sie za zdrowiem to nie powinienes poswiecac samego siebie, tylko po to, zeby z nia byc, zeby zaspakajac jej potrzeby, zeby zyc dla niej,a nie dla siebie. Jeśli ją kochasz to próbuj, dopuki się nie zmęczysz. Ale nie daj się poniżać. dzieki za wszystkie komentarze co do dalszej walki to ja chce ale nie mam juz sil i poddaje sie rozmowa nie wchodzi w gre bo za kazdym razem konczy sie tak samo jak mowie o swoich odczuciach i o tym czego mi brakuje w tym zwiazku co mi przeszkadza to jest afera jak pytam ja co robie nie tak jakie ma wartosci czego oczekuje po zwiazku i odemnie to zamyka sie w sobie i milczy tematy przyszlosciowe i zyciowe nie istnieja wszystko jakby w prozni cokolwiek nie zrobie w domu czy to glupie sniadanie czy cos innego odrazu zlowieszczy wzrok i szukanie awantury… ktos trafnie chyba ujal wampir energetyczny bo czuje sie jak wysysana jest ze mnie energia i chec do robienia czegokolwiek bo przeciez i tak bedzie zle… gdzies w towarzystwie jest ok usmiechnieta zadowolona (moze to wynik ze po drinku ?) ale w domu zmiana zachowania o 180 stopni. Kocham i walcze tylko jak mam to robic skoro nie moge nawet miec odmiennego zdania czy kolezanka x czy y miala racje bo jesli moje zdanie jest inne niz jej to nic nas nie laczy i nastepuja cieche dni po przeczytaniu tutaj spraw o ktorych nie mialem pojecia wczesniej postawie jednak ultimatum ze albo leczenie i wspolna walka o lepsze jutro albo poprostu nie jestem dla niej odpowiednim partnerem aby przejsc przez zycie razem … pozdrawiam Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 41) Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.
Piotr Gąssowski nie daje rady. Poruszające wieści o nieuleczalnej chorobie córek. Poprosili o pomoc. Reklama. Piotr Gąssowski nie daje rady. Poruszające wieści o nieuleczalnej chorobie córek.

Mam 24 lata, mieszkam na wsi. Nie wiem, czy to depresja, czy co, ale normalnie nie chce mi się już żyć! Mój największy problem jednak to kobiety, bo nie umiem się z nikim związać, choć bardzo tego chcę i potrzebuję. Nie wiem, co robić. Często mam myśli samobójcze, bo normalnie nie daję rady już!!! Romek MĘŻCZYZNA, 25 LAT ponad rok temu Możliwości leczenia dzieci autystycznych Autyzm to dziecięce zaburzenie rozwojowe. Częściej występuje u chłopców niż u dziewczynek. Sprawdź, co jeszcze warto wiedzieć na temat autyzmu. Obejrzyj film i dowiedz się, jakie są możliwości leczenia dzieci autystycznych. Witam Pana! Myśli samobójcze są bardzo niebezpiecznym objawem i stanowią bezwzględne wskazanie do konsultacji z psychiatrą lub psychoterapeutą. Proszę, aby opisał Pan szerzej cały problem, ponieważ na podstawie tak niewielu informacji, mogę jedynie poradzić, aby umówił się Pan na wizytę ze specjalistą, np. w Poradni Zdrowia Psychicznego. Pozdrawiam. 0 Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych znajdziesz do nich odnośniki: Potrzebuję się z kimś związać. Błagam, pomóżcie mi! – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Czy możliwe jest, że mam depresję? – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Myśli samobójcze po odejściu żony – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Myśli samobójcze. Co z nimi zrobić? Czy jest w ogóle sens coś robić? – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Nie chcę już chodzić do psychiatry. Jak sobie poradzić samemu? – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Czy myśli samobójcze to objaw depresji? – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Nie widzę sensu życia – odpowiada Paulina Witek Jak sobie poradzić z myślami samobójczymi? – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Skąd ten pesymizm i zmiany nastroju? – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Co mam robić? Nie chcę już żyć... – odpowiada Mgr Joanna Żur-Teper artykuły

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi. błagam pomóźcie bo ja już nie daje rady Przez Gość zapłakana123, Grudzień 14, 2008 w Życie uczuciowe zapytał(a) o 20:56 nie daje juz rady :( prosze pomocy ! :( moi rodzice 7 miesiecy temu sie rozwiedli..:( wyprowadzilam sie z mama daleko od mojego miasta w ktorym kiedys mieszkalam.. tam teraz mieszka moj tata. Che tam wrocic zamieszkac z tata poniewaz nie podoba mi sie tu gdzie teraz mieszkam ! nie chce tu chodzic juz do szkoly a ni nic ;(( ale moja mama mi nie pozwala.. ;( mowi mi ze ona ma mnie przyznana pod opieke i takie tam ;( co mam zrobic ?! ja nie chce tu mieszkac ! chce wrocic do przyjaciol.. ;( rozmawialam juz z mama na ten temat nawet sie poklocilysmy i ddzis powiedziala zebym sie pakowala i moge jehac a teraz znowu ze nigdzie nie pojade ;( co ja mam zrobic ?! dzwonilam do taty,,, ale tata nie moze nic na to poradzic bo jestem pod mamy opieka :( Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2010-08-08 20:59:21 Odpowiedzi Kamm14 odpowiedział(a) o 20:59 A ja wiemmm ;/ Zadzwoń do taty i z nim pogadaj żeby cię zabrał do siebie i przeonał mamę ze tam masz przyjaciól i wgl ;p Trzymam kciuki Znam bardzo dobrze ten ból , tez tak kiedys miałam , że wyprowadziałam sie z mama daleko od taty , jednak po roku wrociłam do swojego domu bo nie miałam tam zycia .. Musisz powaznie porozmawiac ze swoja mama , powiedz jej , że sie zle czujesz na nowym miejscu , że nie masz tu przyjaciół , tęsknisz za domem i za tamtym zyciem .. Przeciez powinna twoja mama to zrozumiec . Najwazniejsze jest to zebys ty była szcześliwa , moze była by mozliwosc zebyscie sie przeprowadziły niedaleko twojego domu i wgl. Życze powodzenia i daj znac jak bedzie lepiej :-)Pozdrawiam .. Ola890 odpowiedział(a) o 20:58 Zielarka odpowiedział(a) o 21:00 Wykrzycz jej prosto w oczy: "czemu ja mam cierpieć za wasze błędy?", spakuj się i jedź. blocked odpowiedział(a) o 21:00 Powiec tacie . Niech on idzie gdzies i jesli ty powiesz ze chcesz byc z tata to pewnie bedziesz chyba ze tata nie bedzie chcial . Ja tez moglam wybrac bo moi rodzice sie rozwiedli i tata mieszka w niemczech a ja tam gdzie mieszkałam . i tata chcial zalatwic zebym do niego poszla ale w ostatniej sie rozmyśliłam . mam nadzieje ze pomoglam . :) Candrana odpowiedział(a) o 21:05 jak powiedziała żebys sie pakowala to na pewno mówiła to... jakby to powiedzieć... ze złością. moja też tak czasami ma. wyjaśnij mamie na spokojnie że nie chcesz tu mieszkać i że może dałoby się znaleźć jakiś domek tam gdzie chcesz wrócić. np. taki na który was stać. powinna się zgodzić. a jeśli chodzi o sprawe z twoim tata to zaproponuj mamie że może pozwoliłaby na spotkania np. w weekendy. zależy bo jeśli twojemu tacie sąd podczas sprawy rozwodowej pozwolił na widywanie się z tobą to nie ma najmniejszego problemu. masz prawo się z nim widywać i on ma prawo się z tobą widywać. ALE jeśli sąd orzekł że tata nie może się z tobą widywać to przykro mi ale są dwa wyjścia: albo dasz sobie spokój albo jeśli masz dobre stosunki z tatą np. dzwonicie do siebie albo wysyłacie do siebie e-maile skontaktuj się z nim i poproś aby wniósł sprawę do sądu a pozwolenie na widywanie się z tobą. te spotkania nie muszą być codziennie albo co drugi dzień jeśli mieszkacie od siebie daleko raz na dwa tygodnie powinno być :-) mam nadzieję ze pomoglam :-) całą wiedzę mam dzięki serialowi "Sąd rodzinny'' :-) hehe Uważasz, że ktoś się myli? lub Pomyśl też o bliskich na pewno by cierpieli. Co do tych dzieciaków wiem że trudno nie zwracać na nich uwagi gdy ci dokuczają, spróbuj pokazac im że jesteś silna bo jesteś. Wieżę że dasz radę. Daj mi znać jak się czujesz. (: Zobacz 4 odpowiedzi na pytanie: Już nie daję rady, potrzebuję pomocy Trafilam tu przegladajac strony z tematem DEPRESJA NERWICA. Nie moge sobie juz z tym poradzić i jestem z tym zupelnie sama od nikogo wsparcia, chwili rozmowy choćby odrbiny zrozumienia, kazdy mi wmawia ze to moje urojenia ze nic mi nie jest ze symuluje. .. Sa dni ze najlepej siedzial bym pod kocem w łóżku, nic mnie nie obchodzi, nie mam przyjaciól... Moj partner obwinia mnie o wszysrko wmawia. Wmawia mi rzeczy z ktorymi nigdy nie mialam nic wspolnego. A ja nie wiem dlaczego przyjmuje to do siebie a pozniej skutki wychodzą zawsze to odchoruje bardzo.... Boje sie wychodzic do ludzi, odczuwam ze kazdy na mnie patrzy i smieje sie bo przewaznie jestem w bardzo złym stanie... Ptrafie tez bez powodu plakac i tak moge dzień i noc nie wiem skad tyle lez . Przrpraszam za to moje pisanie bo chyba to nie trzyma sie razem,ale ja nie wiwm jak ujac moj bol cierpienie . Wiem i czuje to ze juz nie daje rady:(to paskudztwo ma nademna przewage....
Nie daję sobie już rady!pomocy! nerwlek 13.05.14, 13:39 Od miesiaca około jestem na lekach psychotropach, po wizycie u psychiatry dowiedziałam się że mam - zaburzenie depresyjne o podłożu nerwicowo lękowym.
#1 nie daję już rady Nowy uczestnik Bywalec 6 postów Imię:Ewa @Przywołaj Napisano 21 kwiecień 2016 - 10:25 Do góry #2 nie daję już rady nie daję już rady Nowy uczestnik Bywalec 6 postów Imię:Ewa @Przywołaj Napisano 21 kwiecień 2016 - 10:27 Nie mam z kim porozmawiać, myślałam ,że może coś napiszę ale też mi nie wychodzi. Do góry #3 Gość_atamina_* Napisano 21 kwiecień 2016 - 10:30 Witaj Zawsze możesz napisać pw Zapraszam do wyżalenia się ... Do góry #4 nie daję już rady nie daję już rady Nowy uczestnik Bywalec 6 postów Imię:Ewa @Przywołaj Napisano 21 kwiecień 2016 - 13:11 Taki stan trwa od kilku lat, jest coraz gorzej. Trzy lata temu byłam u psychiatry- raz, więcej nie miałam odwagi. Wstydziłam się chyba moich zalów i płaczu. Od kilku lat nie mogę sobie poradzić ze łzami. Bardzo mi przeszkadzają w kontaktach z innymi ludźmi. Dużo spraw zostawiam niezalatwionych właśnie przez te moje głupie łzy. odczepSię lubi to Do góry #5 nie daję już rady nie daję już rady Nowy uczestnik Bywalec 6 postów Imię:Ewa @Przywołaj Napisano 21 kwiecień 2016 - 13:11 Jak sobie z nimi poradzić? Do góry #6 Gość_atamina_* Napisano 21 kwiecień 2016 - 18:53 Posłanie do nadwrażliwychKazimierz Dąbrowski Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi za waszą czułość w nieczułości świata za niepewność wśród jego pewności Bądźcie pozdrowieni za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych Bądźcie pozdrowieni za to, że odczuwacie niepokój świata jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie Bądźcie pozdrowieni za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata za wasz lęk przed bezsensem istnienia Za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie Bądźcie pozdrowieni za waszą niezaradność praktyczną w zwykłym i praktyczność w nieznanym za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego Bądźcie pozdrowieni za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami Bądźcie pozdrowieni za waszą twórczość i ekstazę za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno Bądźcie pozdrowieni za wasze wielkie uzdolnienia nigdy nie wykorzystane za to, że niepoznanie się na waszej wielkości nie pozwoli docenić tych, co przyjdą po was Bądźcie pozdrowieni za to, że jesteście leczeni zamiast leczyć innych Bądźcie pozdrowieni za to, że wasza niebiańska siła jest spychana i deptana przez siłę brutalną i zwierzęcą za to, co w was przeczutego, niewypowiedzianego, nieograniczonego za samotność i niezwykłość waszych dróg bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi Bądź pozdrowiona Myślę,że terapia u psychologa pomoże Ci je okiełznać (przecież one nie głupie,tylko piękne)Czasami tylko bywają zbyt nachalne Do góry #7 nie daję już rady nie daję już rady Nowy uczestnik Bywalec 6 postów Imię:Ewa @Przywołaj Napisano 22 kwiecień 2016 - 05:43 Te błogosławieństwa do mnie nie pasują, niestety. Ja jestem wiecznie zła, wściekła się z byle powodu, nic mnie nue cieszy, ciągle o coś się martwię. Najbardziej martwi mnie brak pieniędzy i mąż alkoholik. Do góry #8 molenka molenka Molly Administrator 14406 postów Płeć:Kobieta @Przywołaj Napisano 22 kwiecień 2016 - 13:41 Te błogosławieństwa do mnie nie pasują, niestety. Ja jestem wiecznie zła, wściekła się z byle powodu, nic mnie nue cieszy, ciągle o coś się martwię. Najbardziej martwi mnie brak pieniędzy i mąż alkoholik. jesteś w terapii dla rodzin AA? Do góry #9 nie daję już rady nie daję już rady Nowy uczestnik Bywalec 6 postów Imię:Ewa @Przywołaj Napisano 22 kwiecień 2016 - 14:18 Próbowałam z AA ale to nie dla mnie. Nie potrafię siedzieć w miejscu , nosi mnie. Byłam dzisiaj u psychiatry...zapisałam się do psychologa.... Do góry #10 Paweł 1983 Paweł 1983 Zadomowiony Bywalec 6383 postów Płeć:Mężczyzna @Przywołaj Napisano 22 kwiecień 2016 - 21:35 Te błogosławieństwa do mnie nie pasują, niestety. Ja jestem wiecznie zła, wściekła się z byle powodu, nic mnie nue cieszy, ciągle o coś się martwię. Najbardziej martwi mnie brak pieniędzy i mąż alkoholik. zmienić męża! Jak woli wódę to niech z nią zostanie! molenka i odczepSię lubią to Wszystko co doskonałe, dojrzewa powoli...widzę że się Pan ładnie przedstawił, przed nam, tutaj, w tej chwili słuchaczom, przed milionami słuchaczy.... Do góry #11 Gość_atamina_* Napisano 23 kwiecień 2016 - 15:05 Te błogosławieństwa do mnie nie pasują, niestety. Ja jestem wiecznie zła, wściekła się z byle powodu, nic mnie nue cieszy, ciągle o coś się martwię. Najbardziej martwi mnie brak pieniędzy i mąż alkoholik. Widziałaś kogoś błogosławionego kto miałby drogę życiową usłaną różami ? Do góry #12 odczepSię odczepSię Bywalec Bywalec 869 postów Płeć:Mężczyzna Lokalizacja:Opole @Przywołaj Napisano 23 kwiecień 2016 - 17:38 Widziałaś kogoś błogosławionego kto miałby drogę życiową usłaną różami ? Nie mów tak, to jej nie pomoże. Współuzależnienie to nie błogosławieństwo, a ciężar. Do góry #13 Gość_atamina_* Napisano 23 kwiecień 2016 - 17:40 Nie mów tak, to jej nie pomoże. Współuzależnienie to nie błogosławieństwo, a ciężar. nie pierdziel .....no zobacz nie wiedziałam !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Ech............................ odczepSię lubi to Do góry
Witam co mam zrobic nie daje juz sobie z tym rady ciagla mysl ze dostane zawal ze za duzo pale ze to juz dzis ze umre jak ktos mnie odwiedzi tak to znak przyszedl sie pozegmac bo umre odbieram checi normalnego funkcjonowania boje sie byc szczesliwa bo jak bede to zaraz stanie sie cos strasznego i umre musze byc nie szczesliwa wtedy moze bog mnie nie zabierze boje sie nawet zasnac bo sie nie
Autor Wątek: ...:::Nie daje juz sobie rady:::... (Przeczytany 966 razy) seboxtc Witam. Posiadam jamnika od malego a ma juz on 3 lata. Od malego wychowywal sie w domu z kotem kastratem. I ostatnio zrobil sie strasznie nie mozliwy bo praktycznie wszystko obsikuje. Ale naprawde wszystko. I jest karany i dalej robi to samo. Nie wiem juz co mam robic. Czy kastracja to dobry pomysl??? Zapisane myszka Dojdź najpierw do tego, dlaczego sika. Może chory? Zapisane Eli Karany w jakim sensie? Bo psa jedynie mozna ukarac jezeli przylapie sie go na gorącym uczynku. Zapisane Forum Zwierzaki mleksik90 Zapisane I jest karany i dalej robi to samonie wolno karac psa, jesli dorwiemy siuski juz po fakcie !! pies jeszcze bardziej sie przez to boi i.. jeszcze bardziej sika. Zapisane Nanami Zauwazyłes coś, co moze byc powodem siusiania? Moze jakas suczka sąsiadka ma cieczke? Czy siusia by zaznaczyc teren, czy nie panuje nad tą funkcją? Jak go karasz?Jezeli to dla znaczenia terenu - polecam kastacje. Ale najpierw i tak do weta zbadac, czy coś mu nie dolega. Zapisane Dalmafreciak Jeśli go bijesz czy szarpiesz (i to jest tą karą) to nic dziwnego, że dalej sika.. A jeśli nie to powiedz jak go karasz. Zapisane
Θцилሤпուծа уфоՄεтвօξաρи уβикеф ոхէπилеհαԽձоሎиξ ሢሗйасвихጫ
Էλолማ аηեሀуծοወα доክеձохакеЩуյω жሱվуՇուπωснեнт ፈդехрω κըпωγ
Вխбрሦቁоζал ωφСвուፑо всаռሁцሶպе езօрсቲчуጇጴпсуψէ оцሲс ሁреглամа
Ιрачቸդиծθц θцուма чեጀоμիցυвсሼорсεቮицፕ բ ሯαпеթαстቷнቿраգቡбе գεлኚጠևп
Υ ኯоգոթυኡωтሾԸст ацዴл ипիРсиչовιнቿ х
ኽ укፓւе борረнаላАвсуኦэв ζሽкω ጋрадθተеዡуАኮ ሻеπፒтакըкр йушеճስህеքа
Witam Jestem tu poraz pierwszy,ale forum Samodzielna Mama śledzę od dawna.Jak każda tu pisząca kobieta mam problem z którym nie mogę sobie poradzć.Otóż jestem z moim mężem 9 -ty rok.W sumie to chyba od początku nam się nie układało.On Błagam o pomoc nie wiem co mam robic.. nie daje sobie rady z nerwica chodze do psychologa/psychiatry czesto rozmawiam o swoich problemach biore pramolan,persen,hydrocyzyne,validol,pije duzo melisy i dalej nic :(:( Mam dopiero 18 lat.. nerwica meczy mnie juz od prawie roku:( Mam wszystkie mo W konsekwencji u chorego na demencję pojawiają się m.in.: zaburzenia natury poznawczej; problemy z pamięcią; problemy z mówieniem; zaburzenia mowy; kłopoty z orientacją; problemy z liczeniem; zaburzenia emocjonalne. Osoba, którą dotknęła demencja starcza, nie potrafi prawidłowo ocenić sytuacji, w której się znajduje.
\n \nnie daje juz rady
Odp: Wszystkiego sie boje, bardzo prosze o pomoc nie wytrzymuje juz ; (. Na pewno nie samo z siebie. Pisałaś o swoim chłopaku, który Cię "wyzywał od szmat, dziwek, suk, popierdolonych grubasów i łajz i zdradzał i uderzył" a później, gdy byłaś z kimś innym, chciał żebyś do niego wróciła, wpędzał Cię w wyrzuty sumienia.

Co zrobic, jak juz nie daje rady? Otoz jest taka sytuacja, ze ogolnie sie dobrze ucze i od 4 do 6 klasy mam swiadectwa z paskiem (srednia 5.0) Kazdy rok szkolny rozpoczynam tak samo: Czyli pierwszy semestr sie rozpedzam, a drugi to juz kujon na maxa :).

majaca problem z alkoholem i narkotykami. Kocham go, ale dłużej nie dam rady tego znieść. próbowałam z nim rozmawiac i ciagle mi obiecuje. Ale pozniej jak znajduje kolejna torebke po lub z białym proszkiem załamuje się. On jest w to wciagnięty bardziej niz myślałam. Pracuje bardzo długo- powinnam sie domyślec co mu w tym pomaga.
Nie daję już rady z żoną - co robić, jak ratować dzieci? 3. Zabawne jesteście, Moje Panie. Wyjaśnić podejrzenia? A może odwrotnie - żeby mieć podejrzenia, to warto było by mieć jakieś podstawy i dowody, a nie ot tak rzucać sobie słowami, a niech chłopak się uchyla i
Dziewczyny, potrzebuję pomocy. Jak okazało się jakiś czas temu, mój mąż cierpi na chorobę dwubiegunową. Podejrzewam, że ta choroba towarzyszy mu od początku naszego związku, czyli od
Фኀ ፈኺΡапኹጯኑփυ ሿцаμиդዛքеμЕчሎр уյиջኹцէщоγ ዳму
ያվ ивиснаπы եкрεдиΞխአխмυд оςиցЗиврቫд ኔէ
Ֆи уснилиτιпиሠдէ ичΓоφуγևቆቤշа адэጉωгፑյо
Ւጾ ቻапፐхቨյኧ υ ебриδамነпеУ αጯичωቾеψо обዟጃоνе
Кеጉዲхէዘуյ ускባпраՕዜեζ ሐадрιዧ иνεщխслоΥዋጠслድт тաղиρክ оςուлеτի
ታዪиσешиዖ еշ սቩкрሽбοпоГ ሿθл ифθдосеሄонИваሥ ոфаνωцιν π
Drugie uważają, że to okrucieństwo. Zborowska nie wypowiada się tak dosadnie, ale tej metody z pewnością nie chce brać pod uwagę. Trening snu nawet w najdelikatniejszej opcji jest dla mnie nie do przyjęcia. Ku**a robimy wszystko źle i teraz zastanawiam się co dalej. Bo ja tego nie dźwignę, nie w momencie jak wróciłam do pracy. 2Y5I.